w dolinie Drwęcy

Następnego dnia rano mama Pauliny przygotowała nam śniadanie, fajnie się siedziało i ciężko było nam ruszyć dalej z tak gościnnego domu.
Tego dnia mieliśmy do przejścia około 35 km a naszym celem była Iława.Szlak na tym odcinku nie jest znakowany dlatego posiłkowaliśmy się lokalnymi szlakami pieszymi i rowerowymi.



Przez następne 6 dni aż do Torunia pielgrzymowaliśmy malowniczą doliną rzeki Drwęcy.
Drwęca jest prawym dopływem Wisły a jej długość wynosi około 253 km.
Przez długi czas była to rzeka graniczna, najpierw odzielała państwo krzyżacki od królestwa polskiego a w latach 1815-1920,  tereny zaboru pruskiego i rosyjskiego.
 Warto dodać  że rzeka na całej swej dlugości jest najdłuższym wodnym rezerwatem w Polsce.
Jest tu co chronić czysta woda, urokliwe leśne jeziora.
Mieliśmy też okazje podziwiać pracę bobrów na rzece, często były to powalone lub tylko nadgryzione drzewa.
Pielgrzymując przez te tereny czuliśmy bardzo blisko obecność Boga sprawcy tego piękna.


oczywiście nie mogło zabraknąć bocianów



Iława zachód słońca nad Jeziorakiem, najdłuższym jeziorem w Polsce.
W Iławie nocowaliśmy w klasztorze Oblatów, zostaliśmy zaproszeni na kolacje a rano dostaliśmy śniadanie, dziękujemy zakonnikom za gościne.
Następnego dnia ruszyliśmy do Nowego Miasta Lubawskiego.


po drodze mieliśmy okazje zobaczyć w Radomnie, most drewniany o długości około 150 m, który łączy dwa brzegi wsi, dawniej łączył on województwo olsztyńskie z toruńskim



tylu gęsi na raz jeszcze nie widzieliśmy



w drodze do Nowego Miasta Lubawskiego





W Nowym Mieście Lubawskim mieliśmy nocleg u naszego przyjaciele z pielgrzymki wileńskiej księdza Jacka, który okazał się bardzo sympatycznym gospodarzem.
Samo miasto z pozostałościami baszt miejskich zrobiło na nas przyjemne wrażenie





w dawnym kościele ewangelicki z 1912 roku obecnie mieści się kino







śniadanie zwykle jedliśmy gdzieś po drodze


malownicze zakole rzeki



od czasu do czasu pojawiały się znaki szlaku Św Jakuba czyli muszelki




Drwęca





Kiedy doszliśmy do Szafarni wsi znanej z dworku i muzeum chopinowskiego było już ciemno i zbierało sie na burze a my nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie będziemy dziś nocować.
Jednak zaufaliśmyPanu i udało sie znaleźć gościnnych gospodarzy, chociaż troche się bali przyjmować nieznajomych to oddali nam naprawdę wszystko co mieli, wzruszyła nas bardzo  ta ludzka bezinteresowność.
Rano na droge dostaliśmy jeszcze kanapki, pomidory oraz słoik dżemu własnej roboty.



wyruszyliśmy w dalszą droge skoro świt żeby szybko dojść do Golubia Dobrzynia, gdzie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwe na zamku.
Zamek już z daleka zrobił na nas wrażenie, dawna warownia krzyżacka, dzisiejszy renesansowy wygląd zawdzięcza Annie Wazównie, siostrze Zygmunta III Wazy, która obrała zamek na swoją siedzibe.









widok z zamku na Golub, który kiedyś był samodzielnym miastem, w tle widać po lewej stronie dawny kościół ewangelicki, obecnie szkoła podstawowa a po prawej gotycki kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej z XIV w.
z Golubia udaliśmy się do Dulnik, gdzie nocowaliśmy w małym opuszczonym domku,  w którym ulokował nas miejscowy organista,  bardzo dziękujemy za pomoc i wodę do mycia w baniakach.
Rano przy deszczowej pogodzie ruszyliśmy dalej już do Torunia, były to nasz ostatni dzień w dolinie rzeki Drwęcy




droga biegła przez lasy





ostatni most na Drwęcy w Złotori, jest to zabytek, jedyny zachowany drewniany most z XIX w. w regionie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz