środa, 7 sierpnia 2013

dzień dwudziesty 6.08

Dziś 20 km dłużyło się jak co dzień.
Różaniec w intencjach które dostaliśmy, w końcu pojawiła się woda od razu wypiliśmy dużą butelkę.
Wieczorem msza z Biskupem dla Neokatechumenatu

dzień dziewiętnasty 5.08

Dziś ciężki dzień, 30km, końcówka prawie bez wody. W kolejnych miasteczkach był tylko sok dość drogi 10 PLN za litr ledwo doszliśmy ..., potem okazało się że nie ma nikogo w miejscu gdzie mieliśmy nocleg.
Przypadkiem podjechał tam ksiądz który zabrał nas na nocleg do innego miasta, tu impreza urodzinowa 15latki, ważne wydarzenie w życiu Kubańskiej dziewczyny ....

dzień osiemnasty 4.08

Już na miejscu gdzie na głuchej prowincji mały Kościółek ...
Proboszcz dał nam swój pokój, wstaliśmy wcześnie o 4:45, szybkie śniadanie z Biskupem który podwozi nas do połowy trasy, dzięki temu robimy za jednym 20km niby bez słońca ale jesteśmy mokrzy.
Droga robi się gorsza, więcej dziur, na postoju przy domu dajemy obrazki

Na noclegu poszliśmy kupić wodę, okazuje się że w całym miasteczku wszystko wykupione, zostały resztki soku z mango, przyczyny można się domyślać zagrożenia. Wszędzie urządzenia do dezynfekcji rąk i stóp ...

dzień siedemnasty 3.08

Dziś dzień odpoczynku i zwiedzania, jesteśmy ojcowską troską i opieką Biskupa ...
Dobrze nam tu i żal opuszczać to miejsce ....

sobota, 3 sierpnia 2013

dzień szesnasty

Jesteśmy coraz bardziej na wschodzie, upały i tropikalne deszcze, pioruny i grzmoty...
Gości nas u siebie Arcubiskup Camaquey, niesamowity, pomaga nawet zebrać pranie , jest też siostra z Polski.
Jest jak w domu, robimy dzień odpoczynku ...

piątek, 2 sierpnia 2013

dzień piętnasty

zaczeło się od przygody żołądka tym razem u Darwiny ale daliśmy radę. . .

Mamy przyjaciół wśród kierowców canionów ciężarowek, taksówek jeden ochronił nas dziś przed bykiem który wyszedł z pastwiska. . .

Skupisko drzew na horyzoncie cywilazacji ludzie woda butelkowana, czasami niestety to tylko złudzenie, dziś totalny brak wody pitnej

Młoda Kubanka zatroszczyła się o nas gdy siedzieliśmy przed jej domem

Maczetnik pożałował nas gdy piliśmy wodę z cytryną i ściął dla nas pałki trzciny cukrowej - słodka natura

Na koniec dnia burza tropikalna .
Nocleg u pani doktor . . . .

dzień czternasty

Od rana ulewa co ponoć nie jest normalne na Kubie . . .

Wychodzimy dopiero przed 8.
Pogoda idealna dla pielgrzyma, tylko samochody pędzą a jezdnia śliska.
Pierwszy odcinek szosa jak w Polsce, drzewa po obu stronach, brak pobocza.

Mijamy skrzyżowanie gdzie czatują na przejeżdżających sprzedawcy owoców i czego się tylko jeszcze da, od serów po noże
Dalej znaczymy drogę obrazkami i krzyżykami.
Odrywamy od pracy trójkę zawodowych łapaczy stopa którzy oglądają nasz tablice.

Na przystanek podjeżdża traktorem miejscowi, rzucają się z baniakami a my z nimi kupujemy  refresco lekko gazowany napój.

W ostatnich 4km przeszkodziła nam burza , niebo momentalnie zrobiło się czarne, a my zatrzymujemy auto którym jedzie Biskup z bayamo, podwozi nas na nocleg i żegna słowami do zobaczenia w bayamo.