środa, 27 maja 2015

Skręcona kostka

Droga jest wielką niewiadomą , zawsze to powtarzałem że pielgrzym nie wie czego może się spodziewać kolejnego dnia. No i stało się skręciłem dość poważnie kostkę w nodze, może nie aż tak ciężko ale było to prawie w szczerym polu przed Annopolem no i trzeba było jeszcze iść 4 km aby dojść do najbliższej cywilizacji.

Teraz muszę się kurować bo 7 lipca lecimy do Ugandy a tam do przejścia 600 km.

Na Nowa Drogę wrócę na pewno jesienią


poniedziałek, 18 maja 2015

Nowa Droga - droga po nowe życie

Dzień Pierwszy Lublin - Niedrzwica Duża 26 km

To już 3 raz na Nowej Drodze , odpowiedzialny za drugiego człowieka za to czy i jak się zmieni.
Młody wyszedł w czwartek, ja zobaczyłem Go w piątek i od razu strach , wysoki chłopak dobrze zbudowany , wzbudza respekt. Pozory myła  młody okazuje się bardzo łagodny, Nauczka dla mnie żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie. Jakże często tak robimy, nie zastanawiając się że krzywdzimy tym innych.
W sobotę ruszyliśmy w drogę.Najpierw była Msza św., na którą  młody nie chciał iść bo bał się innych ludzi , gdy dowiedział się że będziemy tylko my od razu poszedł. Ludzie którzy wychodzą z zakładu karnego boją się tłumów.
Pogoda nam sprzyjała. Pierwsze km, pierwsze rozmowy. Nie naciskam, nie pytam, mamy przed sobą przecież 30 dni  młody jak zechce to sam mi wszystko powie.
Młody mówi że jesteśmy jak Forrest Gump w tym chodzeniu.
Za to wieczorem na noclegu słyszę jak mówi do mnie że na pewno się dogadamy. Cieszy mnie taka postawa.

Na pierwszy nocleg przyjmuje nas rodzina z Niedrzwicy Dużej Gosia i Rafał. Fajni ludzie, mało co wiedząc o nas, nie spodziewali się pielgrzymów.
Gosia pyta czy nie boję się iść z osobą która wyszła po ponad 5 latach z zakładu karnego na zwolnienie warunkowe , ja odpowiadam pytaniem czy nie boi się gościć takiej osoby. Na Jej twarzy pojawią się uśmiech. Tak miała wątpliwości ale wszystko potoczyło się tak szybko, że nie miała czasu o tym pomyśleć Ciekawe ilu z nas przyjęło by  przyjęło takiego człowieka  pod swój dach , dając mu szanse.


Dzień Drugi Niedrzwica Duża -  Urzędów 24 km

Mieliśmy iść do Kraśnika i potem na Annopol ale dzięki Gosi i Rafałowi którzy obdzwonili swoich znajomych udało się iść bocznymi drogami przez lasy i pola do Urzędowa.
Całkiem fajna droga.
Pada deszcz dla młodego pierwszy od wielu lat, więc wcale nie jest źle że pada.
Pomimo zmęczenie nie ma przekleństw i bluzgów jak to miało miejsce dwa poprzednie razy.
Widzę  duże zaangażowanie, młody zdaje sobie sprawę jak wielką szansą jest dla niego ten program.
Nocujemy u pana Bogdana, fascynat kresów, fajnie jest z kimś pogadać o Litwie i Wilnie gdzie przecież braliśmy ślub z Darwina.
Ciekawe że nikt z naszych gospodarzy nie pyta za co siedział i jak długo, nie ocenia , nie przekreśla.
Dzięki temu młody czuje się bardzo swobodnie , na początku miał wątpliwości bał się tych noclegów.

Dzień pierwszy


                   tradycyjnie jakubowy szlak w Lublinie zaczyna się przy kościele dominikanów




                              z Anią nasza panią psycholog

Dzień drugi







piątek, 24 kwietnia 2015

Film Nowa Droga

W sobotę 25 kwietnia prelekcja i pokaz filmu Nowa Droga w reżyserii Jana Borowca dla katechetów na rejonowych dniach skupienia w Chrzanowie.

30 maja w sobotę film Nowa Droga zostanie pokazany w Toruniu  na międzynarodowej konferencji naukowej  Camino Polaco: Teologia-Sztuka-Historia-Teraźniejszość.
Projekcja filmu odbędzie się o godzinie 17 w Centrum Dialogu przy Placu Frelichowskiego 1.
Cała sesja naukowa rozpocznie się o godzinie 9 rano.


Film jest zapisem pielgrzymki, drogi w której brałem udział jako opiekun osoby która prosto z zakładu karnego, w ramach zwolnienia warunkowego ruszyła szlakiem św. Jakuba do Zgorzelca.
30 dni szliśmy we dwóch, szlakiem św. Jakuba z Lublina do Zgorzelca. Wsie i miasta, las, pole, asfalt. Kościoły i domy zwykłych ludzi. Historyk z doświadczeniem w pielgrzymowaniu i młody człowiek, który właśnie opuścił celę ZK w Lublinie.Dopiero z czasem podczas drogi zaczął się powoli zmieniać. Zobaczył naprawdę że są ludzie którym zależy na nim, bez względu na to co zrobił i kim jest. Po drodze spotykaliśmy naprawde niesamowitych ludzi, którzy nas gościli albo zapraszali z drogi do siebie na coś do zjedzenia. Kiedy dowiadywali się że wyszedł właśnie z zakładu karnego, nie byli tym faktem przerażeni ani zdziwieni. Dzięki takim osobom spotkanym po
drodze powoli zaczął się zmieniać.





Nowa Droga to nowy projekt resocjalizacji młodocianych więźniów zorganizowany przez Stowarzyszenie Postis z Lublina, areszt śledczy w Lublinie przy współpracy i patronacie archidiecezji lubelskiej.

Jego nowatorstwo polega na miesięcznej wędrówce - pielgrzymce  młodego człowieka, który dostaje zwolnienie warunkowe i razem ze swoim opiekunem wyrusza szlakiem św. Jakuba z Lublina do Zgorzelca. Dziennie jest do przebycia od 20 do 35 km, co nie jest wcale łatwym zdaniem, gdy na plecach ma się ze sobą plecak, który waży ponad 10 kg.
 Opiekun przebywa z podopiecznym 24 godziny na dobę i  pracuje   z nim indywidualnie.
Celem jest przemyślenie swojego dotychczasowego życia oraz zastanowienie się nad przyszłością przez podopiecznego. Dla tych ludzi jest to wyprawa życia, często pierwszy raz mają okazje być w Sandomierzu, Wiślicy, Krakowie, Wrocławiu i obcować z najważniejszymi zabytkami historii Polski. Ważnym elementem są tutaj noclegi oraz gościnność w parafiach położonych na jakubowym szlaku.


 Dzięki temu młody człowiek, często niewierzący i niepraktykujący, dostaje w ten sposób nowy nieznany dla niego zupełnie obraz kościoła. Młodzi ludzie mają okazje odwiedzić, często pierwszy raz z życiu, ważne ośrodki życia religijnego dla naszego narodu  Górę św. Anny czy Sanktuarium Matki Boskiej w Piekarach Śląskich.

Cały projekt składa się z kilku części. Najpierw jest przygotowanie i praca psychologów z młodym więźniem. Potem wspomniana już wędrówka. Następny etap to spotkanie z doradcą zawodowym i badanie umiejętności zawodowych młodego człowieka. W ostatnim etapie podopieczny zostaję przyjęty na półroczny staż a następnie ma zagwarantowane przez rok zatrudnienie w wybranym przez siebie zawodzie. Jest to możliwe dzięki współpracy z urzędem pracy oraz licznymi pracodawcami, którzy okazują zaufanie  młodym ludziom po wyjściu z zakładu karnego, przełamując w ten sposób bariery związane z zatrudnianiem osób karanych.

Nowa Droga w Polsce wprowadzona niecałe dwa lata temu, jest  wzorowana na doświadczeniach francuskich. Prekursorem takiej metody resocjalizacji jest francuski podróżnik, pisarz Bernard Ollivier. W wieku 51 został dotknięty trudnym doświadczeniem- umiera mu żona, potem matka, on sam traci prace. Ratunkiem okazuje się piesza pielgrzymka do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostella.  Już na emeryturze wyruszył w podróż swojego życia, przebył jedwabny szlak, w ciągu 3 lat przeszedł około 12 tyś km.  Bernard stwierdził, że dzięki samotnemu pielgrzymowaniu można przemyśleć i odkryć swoje życie na nowo. Zauważył, że zmiana dokonała się też w ludziach, którzy czasem szli razem z nim przez jakiś czas - wystarczyła do tego droga i rozmowa. Wtedy postanowił pomagać młodym zagubionym ludziom, którzy popadli w konflikt z prawem i zostali odrzuceni przez społeczeństwo. Założył stowarzyszenie "Seuil" czyli próg, którego celem jest właśnie resocjalizacja takiej młodzieży poprzez drogę. We Francji młodzi ludzie wędrują przez kilka miesięcy od  Pirenejów aż do Santiago de Compostella  i z powrotem.  Po kilkunastu latach realizacji tej idei, 8 na 10 młodych nie wraca do przestępstwa. W Polsce 7 na 10 więźniów popada w recydywę. Nowa Droga próbuje to zmienić.













 






wtorek, 21 kwietnia 2015

Przekorna Pielgrzymka

W tym roku tempo XII Nocnej Pielgrzymki Piekary Śląskie - Częstochowa , w intencji prześladowanych chrześcijan w Iraku było naprawdę bardzo duże. Ale nikt nie powiedział że będzie łatwo, 60 km pokonaliśmy w 14 godzin.
To już 6 raz byliśmy na nocnej pielgrzymce. Darwinie wyjątkowo dobrze szło się w tym roku a ja ostatnie km  doszedłem siłą woli i walczyłem dzielnie z bólem stopy.

Ale za to doszliśmy, co roku jest to nasz najważniejszy sprawdzian przed wakacyjną pielgrzymką.
Zawsze sobie obiecujemy że jeśli dojdziemy do Częstochowy to w wakacje idziemy na pielgrzymkę.

Tym razem nie było wyjścia bo bilety do Ugandy już kupione, Stamtąd wyruszamy pieszo do Kibeho w Rwandzie. Podczas pielgrzymki  będziemy się  modlić o pokój na świecie dla wszystkich ludzi.


Podziw należy się osobom które miały jeszcze na tyle sił aby tradycyjnie na 50 km odtańczyć taniec belgijski.



Cała pielgrzymka zaczęła się Mszą św. w Bazylice Piekarskiej. Na pielgrzymki szlak wyruszyło około 240 przeważnie młodych osób z całej Polski.

Po około 30 km mieliśmy godzinny odpoczynek w Woźnikach, gdzie była ciepła herbata i drożdżówki.
O 11 doszliśmy do Doliny Miłosierdzia w Częstochowie gdzie był odpoczynek i jak co roku pyszny bigos. Potem udaliśmy się do Sanktuarium gdzie w Bazylice mieliśmy uroczystą Msze św.


 Bazylika w Piekarach


odpoczynek w Woźnikach


nad ranem






Dolina Miłosierdzia Częstochowa


sen to zdrowie, po 60 km wszyscy śpią gdzie tylko mogą






spotkanie z naszymi Pielgrzymami Bożego Miłosierdzia



szczęśliwi bo doszliśmy

czwartek, 16 kwietnia 2015

Nocna Pielgrzymka Piekary Śląskie Częstochowa

Nie zwalniamy tempa. W najbliższą sobotę kolejne przygotowanie duchowo kondycyjne do pieszej pielgrzymki w Afryce. Na przekór wszystkiemu będziemy szli w nocy podczas gdy normalne pielgrzymki idą za dnia.
Tym razem najdłuższa i chyba najbardziej wymagającą, przynajmniej dla nas  nocna pielgrzymka z Piekar Śląskich do Częstochowy. Dwa ważne Sanktuaria Piekary Śląski oraz  Częstochowa i ponad 60 km do pokonania. Zapraszamy do wędrowania razem z nami.

Tak szliśmy w 2013 roku 







niedziela, 5 kwietnia 2015

Liturgia Wigilii Paschalnej we Wspólnotach Jerozolimskich

U nas w Chrzanowie ciężko znaleźć Liturgie Wigilii Paschalnej która zaczynała by się po zachodzie słońca więc w Wielki Czwartek  rano  narodził się szalony pomysł jedziemy w sobotę do Warszawy na Liturgie do Wspólnot Jerozolimskich i rano w niedziele wracamy do domu. Owocny był to wyjazd a bracia ze Wspólnoty wraz z przeorem Ojcem Benedyktem kolejny raz otworzyli swój dom i serca  dla nas, pomogli owocnie i radośnie przeżyć ten czas.


Zmartwychwstanie to czas, a może inaczej: Zmartwychwstanie daje czas, Chrystus Zmartwychwstały obdarza nas czasem. Właśnie zakończyła się Liturgia Paschalna w Monastycznych Wspólnotach Jerozolimskich. Czas łaski, czas radości, czas bycia razem. Czas Słowa - i Pan przemówił. Pan stwarzał świat i czułam to stworzenie. Abraham gotów oddać Bogu swego jedynego syna-jakże przemawiąjące gdy czytanie czyta ojciec z synem... Jednocześnie refleksja - Bóg oddał swego Jednorodzonego...
Izraelici wybawieni z domu niewoli i ich śpiew na cześć Pana. I w końcu kobiety u grobu, te wybrane, te najszczęśliwsze, a jednak z nikim się tą radością nie podzieliły bo się bały...Tyle razy słyszałam ten fragment a dopiero dziś usłyszałam o tym strachu.Ale jakże swojski czasami ten strach...

Pan przemawiał i w muzyce, może nietypowo od samego początku przebrzmiewały organy i cytra. Był czas by muzyka nas wypełniła, by wtopić się w znaną i nieznaną melodię...
Muzyka i śpiew- chyba tak właśnie tam w niebie w czasie paschy aniołowie śpiewają Panu...


Symbole- Pan przemawia w symbolach- ogień,woda a przede wszystkim Paschał - taki prawdziwy owoc pracy pszczelego roju- Paschał niosący światło Zmartwychwstania;Paschał, który jest symbolem Zmartwychwstałego, z Nim w środku tej świętej nocy wyszlismy w procesji wokół kościoła,klasztoru a właściwie to okrążyliśmy  Torwar.I obok stadionu Legii, który opustoszał po wieczornym meczu, mogliśmy wyśpiewać, iż Chrystus Znartwychwstaly, prawdziwie Znartwychwstaly i była w tym moc, że nawet kibice Legii umilkli...




piątek, 27 marca 2015

Dziś ruszamy na Ekstremalną Drogę Krzyżową

To już dziś kolejny rok i kolejny raz idziemy w tym roku z Krakowa do Trzebini ale my chcemy dojść do domu czyli do Chrzanowa więc wypadnie ponad 50 km.
Niesiemy ze sobą wszystkie Wasze intencje które przychodzą na skrzynkę intencji. Będziemy też modlić się za nasza projekt Pieszo do Marzeń 

Będziemy zmagać się z własnymi słabościami , z zimnem i deszczem, z niewyspaniem.
Tą trasę pokonywaliśmy już dwa lata temu ale wtedy był śnieg i ponad -20 , tak że picie zamarzało nam w butelkach.





W zeszłym roku za to pojechaliśmy do Wrocławia aby tam pójść z EDK na Ślęże

"Ekstremalna Droga Krzyżowa zaczyna się wtedy gdy człowiekowi się nie chce i już nie może. To jest prawdziwa duchowość Krzyża".


Jak było na EDK? Takie pytanie dziś usłyszałam.  Odpowiem najpierw słowami, które zarejestrowane zostały wczoraj nad ranem (4:43) tak około 35km: "Jest źle. Jest zimno. Jest ciemno. Jest mokro. Marsz jest za szybki a postoje są za długie, znaczy stacje. Idę. I myśle, że już nigdy więcej. A może... nie wiem...."
Dwie minuty później dodałam: "I jeszcze słońce nie chce wstać, a juz jest piąta...."

Później to już było tylko gorzej:) Czołówka dawała tyle światła, że swoje buty widzialam co najwyżej, czułam pęcherze na całych stopach (niby bąbelki dla mnie nic strasznego,zawsze je mam gdy idę trochę dalej niż do pracy, ale na tej drodze zaczęłam odczuwać je tak jakby tylko z nich składały sie moje stopy. A gdy poczułam paskuda jak mi wyskoczył pod paznokciem na małym palcu to juz była kompletna załamka :-P ).

Do tego robiło się coraz zimniej, deszcz co chwila o sobie przypominał, by zmienić sie w końcu w czasie zdobywania Ślęży w prawdziwą ulewę. Ale nim do tej góry doszliśmy to wpierw zrobiło się jasno- nie, nie żaden cudowny, dający nadzieję i tak przeze mnie wyczekiwany wschód słońca- poprostu zaczęło szarzeć aż zrobił się dzień.


I okazało się że lepsza była noc, bo dzień ukazał w oddali cel naszej drogi-straszną, koszmarną górę. Od tego momentu to co wydawało się rzeczą oczywistą- no pewnie że EDK dokonczę , będzie cieżko a jakże, nogi będą bolec, spać będzie się chciało ale pokonam swoją słabość, kolejny raz przejdę dumnie całą ekstremalna drogę krzyżową, udawadniając sobie, że jestem kimś:-) -zaczęło się oddalać, patrząc na coraz bardziej zbliżającą się Ślęże zastanawiałam sie czy nie lepiej zostać w Sobotce , niech reszta zdobywa szczyt ja podziekuję za tę przyjemność.
Szukałam usprawiedliwień- nie bedę opóźniać przecież naszej grupy, beze mnie szybciej wejdą.Jest ślisko można złamać nogę, a mam tyle do zrobienia w najbliższym czasie itd. Czasami Pan Bóg był tak dobry, że okrywał naszą górkę mgłą lub chował ja za drzewami wtedy było trochę lepiej, nie przychodziły myśli o czekającej porażce- bo przecież wejście na górę na 14 stacje to miało być zwycięstwo. I wtedy było kolejne rozważanie, kolejne tak bardzo trafiające w sedno. Stacja XI Jezus przybity do krzyża. " Charakterystycznym momentem pokonania granicy samego siebie jest swoista bezbronność.Bo granica kontroli, panowania nad sytuacją została przekroczona.Na tym etapie z człowiekiem coś się dzieje, a on może się temu jedynie przyglądać. Zero poczucia bezpieczeństwa i niesamowite nowe horyzonty." I za chwilę stacja XII i takie słowa " Śmiertelne zmęczenie oznacza, że człowiek umiera. Stary człowiek. I rodzi sie nowy, na miarę wyzwania , które podjął. Bo miarą wielkości człowieka jest największe wyzwanie, którego sie podjął i wygrał."


Kimże bym była gdybym zadecydowała jakieś 10 km przed metą, że napewno nie dam rady więc rezygnuje, poddaje sie? Cóż byłabym tą Stryczkowa ( rozważania napisał ks. Jacek Stryczek) miernotą, nikim, bo nie podjełabym wyzwania. Więc od tej chwili me myśli przejmuje modlitwa: "W ręce Twoje oddaję ducha mego " i juz wiem, że podejmę się wyjścia na szczyt, czy wejdę to sie okaże. Ja nie mam siły sama ale z Bożą pomocą....Dalszą drogę zajęło takie bardzo głębokie rozmyślanie nad drogą krzyżowa Jezusa, co On mógł czuć, jak bardzo Go bolało, co mógł myśleć- ale tak po ludzku.Skupiłam się na Jezusie Człowieku. Ciekawa dla mnie też była myśl, że Jezus umarł owszem na górze, ale zmartwychwstał już nie na szczycie, więc zdobycie góry to nie koniec drogi, trzeba zejść (a gdy człowiek jest tak śmiertelnie zmęczony to perspektywa włażenia na górę by za chwil parę spowrotem, tą samą do tego drogą, schodzić wydaje się totalnym absurdem). Bez szczytu nie byłoby zwycięstwa, trzeba go zdobyć by zaraz iść spowrotem, powrócić do codzienności i szukać kolejnych szczytów do zdobycia.....

    na widok majaczącej z daleka gdzieś Ślęży chciałam rezygnować

Ostatecznie dotarłam na szczyt Ślęży, ci którzy tam byli wiedzą, że szlak czerwony nie jest aż tak wymagąjacy a sama góra, eh no górka właściwie 718m.npm to nie nie wiadomo co.... Ze szlaku owszem panuje z okolicznymi wzniesieniami nad okolicą, ale przecież na wyższe góry się wchodziło. No ale weszłam.Jak - aż wstyd pisać jakim tempem człapałam w górę... Biedny Jacek miał dodatkową udręką, czekając na mnie co parę metrów. Ogólnie my dochodziliśmy na szczyt a członkowie naszej grupy zdążyli na górze odpocząć i kolejno schodzić na dół. No niby zmęczenie i wogóle, poza tym tyle cudnych rzeczy mnie zatrzymywało, dając chwilę wytchnienia- to kwiatki wychylające się spod sterty suchych liści, to dzięcioł na drzewie, to szalenie interesujący głaz.... ale i tak sposób w jaki znalazłam się przy XIV stacji to moja porażka, która psuje smak zwycięstwa. Zwycięstwa, bo jednak zrobiłam co zrobić miałam. Pokonałam siebie, swoje leki i słabości a przede wszystkim podjełam wyzwanie i je dokończyłam.
A schodząc z tej mojej Golgoty, uświadomiłam sobie, że to wygrane wyzwanie pociąga za sobą kolejne... Bo EDK, to życie, które trzeba przeżyć ekstremalnie, czyli tak na całego, bez komformizmu, bez usprawiedliwień i szukania wygodniejszych, asekuracyjnych rozwiązań.I to jest dopiero wyzwanie.....
To było kolejne 4 moje przejście Ekstremalną Drogą Krzyżową - owszem zawsze było zmęczenie, zawsze człowiek ledwo co dochodził i czuł sie z tego taki dumny. Rok temu na trasie Kraków - Trzebinia zupełnie "nie umierałam" po drodze i szło mi sie tak grzesznie dobrze, wygodnie i wogóle. Dopiero w tym roku przeżyłam wszystko tak jak tego potrzebowałam, by było ekstremalnie, dopiero tym razem zrozumiałam co mogę a co nie zależy ode mnie. Dopiero teraz pokorą i pycha stoczyły we mnie zaciekłą walkę ... Dziś mogę powiedzieć, że bardziej wiem kim jestem, mogę podjąć kolejne wyzwania. Mogę....
Z zakończenia rozważań EDK: "Jezu niech wyzwania , które podejmuje pokazują mi ciągle nowe horyzonty. Niech «niemożliwe» staje się rzeczywistością. Niech się wydarzy we mnie «cud».
I oczywiście każdemu polecam EDK... i dziękuję wszystkim, którzy tworzyli naszą tegoroczną grupkę na tej drodze krzyżowej, bez Was nie wiem czy mogłabym napisać te moje przemyślenia....Dzięki

Tegoroczny wysiłek i zmęcznie  na  EDK ofiarowaliśmy przede wszystkim za Wasze intencje które przesyłacie nam na skrzynke intencji, za naszych przyjaciół z Kuby oraz w naszych własnych intencjach.
Była też intencja za naszą tegoroczną pielgrzymke o której napiszemy już niebawem

Łącznie z Wrocławia na Ślęże zrobiliśmy 52 km w 13 godzin, potem trzeba było jeszcze zejść więc razem było 56 km i 14 godzin marszu.

    ostatnie chwile były najtrudniejsze

    smak zwycięstwa

    zmęczeni ale szczęśliwi