wtorek, 10 maja 2016

Nowa Droga przez Zagłębie na Górny Śląsk

dzień 13 Olkusz - Strzemieszyce Wielkie 26 km

Tego dnia wychodzimy wcześnie rano około 6 30. Tym razem jesteśmy zmuszeni ominąć trochę szlak jakubowy bo nie ma na to czasu. Ale i tak idzie się całkiem dobrze, ścieżką wzdłuż torów kolejowych a potem lasem w kierunku Bukowna.Młody lubi takie drogi gdy nie ma asfaltu. Potem odbijamy na Sławków, do którego dochodzimy po 15 km prawie bez odpoczynku. Tutaj dopiero jemy śniadanie, ja pączka a Młody bułke z parówką. Długo nie siedzimy, spieszymy się bo ma padać. W końcu przed samym dojściem złapał nas lekki deszcz. W Strzemieszycach nocujemy jak co roku u sióstr w domu opieki dla osób starszych. Siostry dobrze mnie już znają, więc nie ma problemu. Oczywiście bardzo ciekawe świata, chętnie zagadują Młodego, pytają z jakiej jest parafii w Lublinie. Jego niewiedza w tym temacie powoduje zdziwienie połączone z uśmiechem. Mamy tu zapewniony niedzielny obiad oraz kolację. Jest też czas na wypoczynek.

dzień 14 Strzemieszyce Wielkie - Piekary Śląskie 17

Dość krótki odcinek, ale droga rządzi się swoimi prawami. Tego dnia Młody ledwo doszedł. Był bardzo padnięty i od razu po dojściu położył się do łóżka. Po drodze oczywiście zamek w Będzinie dokąd jedziemy , co by ominąć najgorsze miejskie spaliny. Zamek jak zwykle robi na Młodym spore wrażenie. Stąd dziś startujemy do Piekar. Piekary Śląskie i Sanktuarium Matki Bożej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Ważne miejsce na pielgrzymkowym szlaku. To tu przychodzą wielotysięczne pielgrzymki stanowe, osobne dla kobiet i mężczyzn. Stąd też wyrusza co roku kilkuset osobowa nocna pielgrzymka z Piekar Śląskich do Częstochowy, ponad 60 km, tyle co roku idziemy razem z Darwiną. Nawet Młody decyduje się pójść na nabożeństwo majowe, aby pomodlić się przed Cudownym Obrazem. Zdaje się że jest to Jego pierwszy raz od I komuni św. Sam nie wiem czy bardziej to robi dlatego że ja idę czy z potrzeby serca, jednak liczy się że idzie. Wieczorem pokazuje Mu filmik z Nocnej Pielgrzymki, podoba Mu się szczególnie liczny udział płci pięknej.















niedziela, 8 maja 2016

Nowa Droga na Jurze

Dzień 11 Kraków - Grodzisko 17 km

Po odpoczynku w Krakowie zawsze ciężko się ruszyć więc następny etap jest bardzo krótki. Idziemy do Grodziska do bł. Salomei. Droga św. Jakuba wkracza tutaj na Jurę Krakowsko - Częstochowską, jest to bardzo malowniczy odcinek. Młodemu się podoba, piękno Jury zdobywa Jego uznanie. Widać że przyroda też może brać udział w resocjalizacji. Po drodze Ojcowski Park Narodowy i zamek w Ojcowie. W Grodzisku przyjmuje nas jak zawsze bardzo ciepło i gościnnie ks. Stanisław Langer. Doświadczony pielgrzym, szedł do Rzymu i Santiago.Gotuje specjalnie dla nas obiad, częstuje pysznym ciastem . Jest piątek więc jako pielgrzymi dostajemy dyspensę na pokarmy mięsne. Jest radość bo możemy grillować, ta forma spędzania czasu po dojściu na nocleg bardzo nas do siebie zbliża. Siedzimy sobie i dyskutujemy o życiu.

Dzień 12 Grodzisko - Olkusz 23 km

Do Pieskowej Skały idziemy szlakiem, potem sobie skracamy żeby jak najszybciej dojść do Olkusza. Zamek robi na Młodym spore wrażenie. Mówię Mu legendę o maczudze Herkulesa, w pierwszej chwili bierze to na poważnie i powątpiewa czy Herkules dałby radę to podnieść.

 Idąc dalej  przez jedną z najdłuższych wsi w Polsce Słuoszowę zostaliśmy niespodziewanie zaproszeni na kawę przez Angelike która w zeszłym roku pielgrzymowała do Rzymu. Wyśledziła naszą trasę i pomimo że była w tym czasie w Krakowie to zadzwoniła do rodzinnego domu , gdzie przyjęła nas Jej Mama i siostra Weronika. Mogliśmy trochę odpocząć, dostaliśmy też pyszne bułki słuoszowskie z lokalną wędliną na drogę. Ważna była też rozmowa, świadectwo dla Młodego, który wyobraża sobie że tylko Jego sytuacja jest wyjątkowa i ciężka. Zobaczył że są też osoby które przeżywają trudne chwile w życiu, ale się nie poddają i są pełne optymizmu i jeszcze gotowe pomóc pielgrzymom w drodze. Dziękujemy bardzo za okazaną gościnność.
Potem już niedaleko do Olkusza. Nocujemy w szkolnym schronisku młodzieżowym. Wieczorem idziemy jeszcze na rynek w Olkuszu, dzięki temu jesteśmy świadkami ładnego zachodu słońca.
















czwartek, 5 maja 2016

Nowa Droga w stronę Krakowa

Dzień 8 Wiślica - Skalbmierz 30 km

Wypoczęliśmy w Wiślicy. To właśnie tu chrzest został przyjęty prawie 100 lat wcześniej niż w Gnieźnie, za sprawą Cyryla i Metodego, dziś w rocznicę 1050 rocznicę chrztu często się o tym zapomina. Nocowaliśmy w absolutnym zabytku klasy zero gotyckim domu Jana Długosza. Rano idziemy na Mszę św. potem śniadanie w którym uczestniczy też proboszcz z Chotelu Czerwonego. Przechodziliśmy tam, piękny ponidziański gotycki kościół z 1440 roku. Proboszcz zapraszał do siebie na drugi raz jak będę przechodził. 
Czas ruszać w drogę, wypoczęci. Tym razem jednak znowu droga uczy pokory. Gubimy bardzo szybko szlak idąc przez pagórkowate pola i łąki. Trochę złe oznakowanie, nie wiadomo jaką drogę wybrać, potem jeszcze omijamy skręt na Topole i trzeba się kilka km wracać. Międzyczasie psuje się pogoda i lekko zostaliśmy zmoczeni. Około 15 30 po zrobieniu 30 km docieramy zmęczeni, do domu weselnego kaprys, jakieś 2 im za Skalbmierzem. Tutaj gościnnie nocujemy u Pani Marii, czeka na nas już cieply żurek z dużą ilością kiełbasy i pyszne ciasto. Co najważniejsze jest i ciepły prysznic oraz pokój a łóżka już zaścielone. Taka drobnostka a cieszy, nie trzeba robić dodatkowych czynności. Wcześnie kładziemy się spać bo jutro daleka droga przed nami. Gdyby pójść szlakiem było by 50 km ciężko do zrobienia, więc decydujemy się iść na skróty bocznymi drogami i polami do Więcławic Starych.

Dzień 9 Skalbmierz - Więcławice Stare 38

Wstajemy o 5 30, dopiero chociaż budzik dzwonił z półgodziny wcześniej, no tak ale ciężko wstać jak by się chętnie poleżało jeszcze, a tu trzeba ruszyć w drogę. Jemy szybkie śniadanie, które Pani Maria przyniosła nam wczoraj wieczorem. Ruszamy o 6 30, pogoda zapowiada się bardzo ładna, w nocy mocno padało ale dziś nie. Przed nami prawie 38 km, o dziwo idzie się bardzo dobrze i w miarę szybko, przez małe wioski, bezludne drogi. Cisza i spokój. 

Dziś święto państwowe i kościelne, tradycyjnie cała Polska grilluje, na głodnych i brudnych pielgrzymów nikt nie zwraca uwagi, jesteśmy jak przeźroczyści na drodze. Zbliża się już wczesne popołudnie, wszędzie drażni nas zapach grillowanej kiełbasy i karczku. Chętnie by się zjadło, ale nikt nie ma odwagi zaprosić dwoje obcych ludzi. Gdzie się podziała polska gościnność, z greckiego te słowa znaczą kochać obcych. Nie chodzi tu o goszczenie znajomych, czy zapowiedzianych gości. Sięgam pamięcią do naszych pielgrzymek przez Afrykę i Gruzję, tam ludzie codziennie, nas witali, pozdrawiali z uśmiechem , pytali jak się macie. W Gruzji zapraszali do swoich domów na odpoczynek i na szybki posiłek kilka razy dziennie. Jak inaczej wygląda to u nas.Mijamy piękne zadbane domy. Ludzie odgradzają się od świata płotami, które dają im poczucie bezpieczeństwa. Mało kto się do nas uśmiechnie, nikt nie zapyta jak się czujemy, czy dokąd idziemy. Ludzie zdziwieni kiedy mówimy dzień dobry, odpowiadają zdawkowo, z niechęcią. Za to widoki mamy ładne, pogoda dopisuje, jest ciepło grzeje nas wiosenne słońce.

Zmęczeni docieramy po południu, dość wcześnie około 15 30 do Więcławic Starych. Ważne miejsce na polskiej mapie camino. Bazylika i Sanktuarium św. Jakuba Apostoła Starszego. Wszystko to za sprawą energicznego księdza proboszcza Ryszarda Honkisza. Jest też Brama Miłosierdzia na wielki jubileusz. Miłosierdzie Boże jest dla wszystkich niezależnie co zrobili i nic nie kosztuje i każdy może a nawet powinien skorzystać. Pomimo zmęczenia idziemy na Mszę św. , nawet Młody się decyduje, chociaż kościół jest pełny ludzi i nie bardzo mu to jest na rękę. 
Po Mszy jak zwykle  gościnne i ciepłe przyjęcie na plebani. Księża sami przygotowują nam posiłek bo kucharki tu nie ma. Panuje specyficzna, bardzo przyjazna atmosfera, a prym wiedzie ksiądz Jan, ponad 74 letni kapłan, pomimo swoich chorób cukrzyca i rak zawsze zachowuje pogodę ducha, pokazuje Młodemu jak żyć. Ciekawa to i barwna postać, sypie opowieściami i anegdotami jak z rękawa. W młodości, żonaty, adwokat, radca prawny i poseł na sejm I kadencji. Po śmierci żony wybiera stan kapłański. Bierze w obroty Młodego, jak na spowiedzi, przy takim człowieku kruszeją wszystkie serca. Młody jest zachwycony takim Księdzem. Czas szybko leci, zanim się obejrzeliśmy już jest po 20, czas iść aby wypocząć nieco po trudach dzisiejszego dnia.

Dzień 10 Więcławice Stare - Kraków 15 km

Etap całkiem wypoczynkowy. Rano idziemy z Młodym na Mszę św. potem jeszcze zapraszają nas na śniadanie, jest uroczyste błogosławieństwo i uczczenie relikwii św. Faustyny Kowalskiej. Dziś tylko 15 km i Kraków, droga częściowo przez las. Młody jet zachwycony lubi te leśne drogi , lubi zapach i ciszę lasu. Już ta droga powoli Go zmienia i naprawia. Chociaż to dopiero 10 dzień. Częściej na Jego twarzy gości uśmiech, zaczyna też żartować, jest bardziej swobodny. Z drugiej strony trzeba uważać, żeby tą wolnością l tym jej powiewem nie zachłysnął się bo z wolności trzeba umieć korzystać. W końcu dochodzimy długo oczekiwana tabliczka Kraków, niestety nieco dalej nielegalne wysypisko śmieci. Zaburza nam to całą harmonie i piękno. 
Nocleg mamy u karmelitów na Rakowickiej. Miłą niespodzianką było zaproszenie na nocleg od Joli, ale nie dało rady tym razem, mam nadzieję że uda się następnym razem. Po przyjściu idziemy na obiad. Potem trochę odpoczywamy, robimy w końcu wielkie pranie i zabieram, młodego na miasto. Kraków robi na nim wrażenie, pierwszy raz w życiu jest w tak wielkim mieście, trochę trudno jest mu się odnaleźć, wśród tylu ludzi. Idziemy na rynek ,nad Wisłę i na Wawel.Zabytki jednak nie robią na nim takiego wrażenia, poza Wawelem i tym że są tak stare i tyle lat przetrwały. Najważniejsze dla Niego jest aby zrobić Mu zdjęcie w ulubionej koszulce lubelskiego zespołu, wyciągną ją specjalnie na tę okazje. Trochę siedzimy nad Wisłą, wspominamy minione dni i drogę, przed nami jeszcze 20 dni wędrówki. Zobaczymy co nam one przyniosą. Jutro po południu zabieram Młodego do nas do Chrzanowa, wymarzył sobie schabowego.












poniedziałek, 2 maja 2016

Nowa Droga Na Ponidziu wiosna trwa

Dzień 7 Kotuszów - Szczaworyż 35 km

Dziś pielgrzymujemy od Jakuba do Jakuba. Czyli od kościoła św. Jakuba w Kotuszowie do kościoła św. Jakuba w Szczaworyżu. Kiedyś kościoły św. Jakuba Apostoła Starszego spełniały ważną role. Parafie Jakubowe były tak rozstawione na szlaku żeby pielgrzymi mogli dojść w ciągu jednego dnia do następnej, gdzie można było przenocować.
 Pogoda jest pochmurna, ale dalej nie pada, jest wiosennie, wszystko się zieleni i budzi po zimie do nowego życia, tak jak Młody na Nowej Drodze. Wychodzimy jak co dzień o 7 rano. Początkowo idziemy droga asfaltowa, potem lasami i polami, co cieszy Młodego.Ten odcinek jest bardzo dobrze oznakowany i tak już będzie przez cały dzień. Pierwszy postój w Szydłowie, mury miejskie którymi jest otoczony Szydłów podobają się bardzo Młodemu.

Ruszamy dalej początkowo milczymy sobie, potem leśna droga sprzyja refleksji i rozmowie. Młody kolejny raz zaczyna opowiadać o sobie. Droga i św. Jakub zmuszają Go do spowiedzi ze swojego życia. Dowiaduję się podstawówkę i gimnazjum kończył w ośrodku szkolno-wychowawczym z internatem. Okres edukacji przedłużył Mu się tam o 2 lata. Ma dobre wspomnienia z tego okresu, na pewno bywało tam lepiej niż w domu, była stołówka, dobrze karmili, wycieczki, fajni wychowawcy. Dziś Młody chętnie by tam wrócił, ale mądrzejszy, z innym doświadczeniem. Wtedy dużo wagarował, nie chciało Mu się uczyć. Szczególnie żałuje angielskiego.
Opowiada o koledze któremu gdzieś tam udało się przebić w życiu i nagrywa hip-hop w Anglii. on też by mógł ale na angielskim zakładał słuchawki i słuchał muzyki z odtwarzacza. Chociaż była tam też zawodówka to jednak jak najszybciej chciał wystartować w dorosłe życie. Teraz będąc w drodze, z perspektywy czasu żałuje tego że jest bez zawodu, już wie że w życiu będzie Mu ciężko.

 Idąc nagle słyszymy głos z pola dokąd idziemy i czy chceta sałate dobrą nie pryskaną. Wywiązuje się ciekawa rozmowa ze starszym już rolnikiem. Tak żyje mu się dobrze, ale chociaż ma pieniądze to jednak one nie są wyznacznikiem Jego szczęścia. Mówi że najważniejsze w życiu to zdrowie i zgoda w domu, bo nie zgoda rujnuje i co by robił gdyby się kłócił z żoną na stare latam i jak by wychowali dzieci, na kogo by wyrosły gdyby Oni się kłócili. Na trzecim miejscu jest dopiero praca która to wszystko dopełnia. Fajne słowa, które jakoś tak docierają do Młodego, od starszego już człowieka, który nic nie wie o naszej pielgrzymce.

A my dalej idziemy i wspominam Młodemu słowa które zobaczyliśmy na noclegu jeszcze w Sandomierzu "Każdy ma prawo do szczęścia i swojego miejsca w społeczeństwie. Nawet ktoś taki jak Młody po gimnazjum i z wyrokiem. Do Szczaworyża dochodzimy przez pola i łąki wśród kwitnących drzew około 15 30, dość mocno zmęczeni, myślimy tylko o jednym szybko coś zjeść i odpocząć.

 Jak zwykle po drodze omijaliśmy wszystkie sklepy z daleka. Jednak droga i św. Jakub uczy pokory. nie zawsze otrzymujemy to czego chcemy, w życiu jest podobnie. Jest sobota więc ksiądz ma ślub a zaraz potem jest msza chrzcielna z połączona z roczkiem, więc prawie dwie godziny musimy czekać. Młody przyjmuje to z rezygnacją, trochę narzeka, ale czeka spokojnie. Szybko przechodzimy obok gości weselnych przed kościołem, nie pasujemy tu brudni, śmierdzący i zmęczeni. Z góry lata dron który nawet nas nagrywa, takie nowości wkraczają na wesela. Potem rozpoczyna się następna Msza św. Po pół godzinie pojawia się kobieta z trójką dzieci , w tym z rocznym dzieckiem. Wchodzi do kościoła i nagle szybko wychodzi. Pyta mnie jak to możliwe że teraz jest Msza chrzcielna skoro ma być roczek. Chce jechać z powrotem do domu, niezły cyrk. Namawiam żeby jednak została, więc wysyła jedno z dzieci aby zobaczyło czy w kościele, są dziadkowie, okazuje się że są. Wchodzą więc mocno spóźnieni na Mszę w intencji Jej rocznego dziecka a nam jest wesoło.

W końcu i my się doczekaliśmy. Jest dobrze dostajemy pyszny obiadek, specjalnie zostawili dla nas. Ksiądz sam odgrzewa i nam podaje. Rano w niedzielę Młody idzie na Msze św., dobry przykład zadziałał. Młodemu nie trzeba nic mówić, wszystko dzieje się przez dawanie dobrego przykładu i służeniu bezinteresownie drugiej osobie.

Dzień 8 Szczaworyż - Wiślica 17 km

Fajnie nam trafiło, jesteśmy już od niedzieli w drodze, nasz pierwszy dzień to tylko 15 im i teraz znowu niedziela i tylko 17 km. Wychodzimy około 10 po śniadaniu.Wkraczamy na Ponidzie.Piękne krajobrazy, polne drogi,leśne ścieżki i rzeka Nida wraz ze swoim dorzeczem.

Nuta z Ponidzia
Polami polami, po miedzach, po miedzach
Po błocku skisłym w mgłę i wiatr
Nie za szybko kroki drobiąc
Idzie wiosna - idzie nam,
Idzie wiosna - idzie nam...

Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną
przykryła błota bury błam,
Pachnie ziemia ciałem młodym
Póki wiosna, póki trwa,
Póki wiosna, póki trwa...

Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
Zbarwiały łąki niczym kram.
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa,
Póki wiosna, póki trwa...

Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe
Prężysz się jak do słońca kot
Rozciągnięte na tych polach,
Lichych lasach, pstrych łozinach,
Skałkach słońcem rozognionych,
Nidą w łąkach roziskrzoną.
Na Ponidziu wiosna trwa,
Na Ponidziu wiosna trwa,
Na ponidziu...

Tak śpiewał Wojtek Bellon piewca Ponidzia. Tu wszystko się zaczęło w niedalekim Busku Zdroju i trwa do dziś w piosenkach z Krainy Łagodności. A my chodzimy polami i łąkami, ścieżkami którymi na pewno chodził niejeden raz Wojtek Bellon.Czuć tu Jego ducha. Młodemu podoba się ten piękny ponidziański krajobraz.
Robimy sobie chwile przerwy. Dzwoni telefon Młodego słyszę taką rozmowę
-siema
siema ziomek, psy po mmnie były mają mnie odstawić do zakładu, ale im uciekłem
- coś Ty, a ja już dziś w kościele nawet byłem a potem śniadanie i ksiądz dał dobrej kiełbasy swojskiej
o k....a , dobre ja imprezuje od rana

Dowiaduje się że dzwonił brat czyli kuzyn. Młody mówi że ma do odsiedzenia wyrok ale  jeszcze ucieka jak przyjeżdzają. Młody robił tak samo. Idziemy dalej po drodze gotycki kościół w Chotelu Czerwonym, bardzo malowniczo położony, widać go z daleka. Idziemy do Wiślicy, tu przy kolegiacie będziemy nocować. Nocleg to niezwykły, w zabytkowym gotyckim domu Jana Długosza, to i sama kolegiata robi na Młodym duże wrażenie, mówi że pierwszy raz w życiu jest w takim wysokim kościele. Czekają tu na nas jak co roku z dobrym obiadkiem. Potem idziemy na lody, bo jestem lodożercą zadeklarowanym .Młody niechętnie, mówi że ni chce ale ja czuje że bardziej nie ma kasy, chcę Mu kupić, ale mówi że nie, w końcu kupuje symbolicznie jedną gałke. Za to udaje mi się kupić Mu ciastko , musimy oszczędzać ale przecież jest niedziela.
 Jutro po Mszy św. mamy mieć śniadanie. Pytam Młodego czy chce pójść, rozbraja mnie Jego odpowiedź. Tak chętnie, może jakieś ładne dziewczyny będą. Apel do ładnych dziewczyn, przychodźcie do kościoła, Bóg działa przez Wasze piękno na innych.
Dziś w czasie drogi pękł mi kij trekingowy, więc będzie gorzej się szło. Man nadzieję że dam rade bo przed nami długie odcinki jutro prawie 30 km a potem dużo więcej. W środę dochodzimy do Krakowa na zasłużony odpoczynek, zostajemy do piątku, nie możemy się już doczekać.















sobota, 30 kwietnia 2016

Nowa Droga u św. Jakuba

Dzień 6 Klimontów - Kotuszów 38
Wracając do naszego wczorajszego noclegu Klimontów robi wrażenie. Dawniej miasto, założone przez słynny ród Ossolińskich. Dziś wieś może poszczycić się dwoma zabytkami podominikańskim kościołem i klasztorem Najświętszej Maryi Panny i św. Jacka oraz barokową kolegiatą pw. św. Józefa.
Właśnie w tym klasztorze pięknie odremontowanym znajduje się schronisko dla pielgrzymów. Szkoda tylko że nikt nie prowadzi tu żadnej księgi i statystyki przechodzących pielgrzymów.

Dziś wstajemy , dość wcześnie bo o 6 rano, no ale przed nami prawie 38 km do Kotuszowa.Chociaż i tak się grzebaliśmy bo wyszliśmy dopiero o 7. Rano czas leci najszybciej, a codzienne pakowanie rzeczy do plecaka też trochę zajmuje. Droga najpierw dość długi czas prowadzi asfaltem, potem w końcu leśną ścieżką. Po 14 km zasłużony odpoczynek i jemy śniadanie, kupiliśmy po bułce i kawałku kiełbasa.Smakuje na świeżym powietrzu.
Dwa razy dziś ludzie pytali skąd my i dokąd idziemy, pamiętam że jak pielgrzymowaliśmy z żoną przez Afrykę to ludzie pytali o to cały czas. Idziemy przez las, Młody odkrywa zbawienną cisze, milczymy sobie. Młodemu ten las i ta cisza zaczyna się podobać. Spodobało Mu się też śledzenie muszli i żółtych strzałek. Kiedy są wątpliwości i miejsca gdzie szlak się gubi, mówi żeby robić zdjęcia i wysłać tym co znakowali.
Pogoda nam sprzyja, Młody mówi że mamy farta, ja pytam co to za fart i kto to jest. Tłumaczę że to na pewno za wstawiennictwem św. Jakuba Apostoła bo przecież jesteśmy na jakubowym szlaku.
Po drodze przechodzimy przez Wiśniową, wieś związaną z Hugonem Kołłątajem. W tutejszym kościele znajduje się Jego serce.
Ostatnie 10 km Młody wyraźnie słabnie, częściej pyta o odpoczynki. Widać po nim że jest zmęczony, już do granic wytrzymałości ale zaciska zęby i daje rady. Do Kotuszowa docieramy tuż przed Mszą św. która zaczyna się o godzinie 17. Tutejszy kościół jest jakubowy pw. św Jakuba Apostoła Starszego. Pytam Młodego czy chce zostać na Mszy, o dziwo mówi że tak, bo skoro gości nas dziś ksiądz proboszcz to wypada zostać. Oprócz nas dwójki pielgrzymów, tylko trzy osoby które zamówiły intencje mszalną.
Dziś nocleg załatwia nam, jak zwykle tutejszy ksiądz proboszcz, który idzie z nami do agroturystyki. Ksiądz Jerzy zawsze ciepło przyjmuje pielgrzymów z Nowej Drogi. Ta idea tak Mu się spodobała że zaprosił mnie na coroczne sympozjum jakubowe które organizuje w czerwcu. Mam pokazać film Nowa Droga a Darwina opowie o cudach i działaniu Boga na naszych pielgrzymkach. Pani do której ksiądz nas zaprowadził poznaje mnie z daleka. Ciepły posiłek pochłaniamy w iście ekspresowym tempie. Młody padnięty bardzo szybko śpi. Jutro przed nami 35 km i kolejna parafia pw. św. Jakuba Apostoła Starszego w Szczaworyżu.