piątek, 27 marca 2015

Dziś ruszamy na Ekstremalną Drogę Krzyżową

To już dziś kolejny rok i kolejny raz idziemy w tym roku z Krakowa do Trzebini ale my chcemy dojść do domu czyli do Chrzanowa więc wypadnie ponad 50 km.
Niesiemy ze sobą wszystkie Wasze intencje które przychodzą na skrzynkę intencji. Będziemy też modlić się za nasza projekt Pieszo do Marzeń 

Będziemy zmagać się z własnymi słabościami , z zimnem i deszczem, z niewyspaniem.
Tą trasę pokonywaliśmy już dwa lata temu ale wtedy był śnieg i ponad -20 , tak że picie zamarzało nam w butelkach.





W zeszłym roku za to pojechaliśmy do Wrocławia aby tam pójść z EDK na Ślęże

"Ekstremalna Droga Krzyżowa zaczyna się wtedy gdy człowiekowi się nie chce i już nie może. To jest prawdziwa duchowość Krzyża".


Jak było na EDK? Takie pytanie dziś usłyszałam.  Odpowiem najpierw słowami, które zarejestrowane zostały wczoraj nad ranem (4:43) tak około 35km: "Jest źle. Jest zimno. Jest ciemno. Jest mokro. Marsz jest za szybki a postoje są za długie, znaczy stacje. Idę. I myśle, że już nigdy więcej. A może... nie wiem...."
Dwie minuty później dodałam: "I jeszcze słońce nie chce wstać, a juz jest piąta...."

Później to już było tylko gorzej:) Czołówka dawała tyle światła, że swoje buty widzialam co najwyżej, czułam pęcherze na całych stopach (niby bąbelki dla mnie nic strasznego,zawsze je mam gdy idę trochę dalej niż do pracy, ale na tej drodze zaczęłam odczuwać je tak jakby tylko z nich składały sie moje stopy. A gdy poczułam paskuda jak mi wyskoczył pod paznokciem na małym palcu to juz była kompletna załamka :-P ).

Do tego robiło się coraz zimniej, deszcz co chwila o sobie przypominał, by zmienić sie w końcu w czasie zdobywania Ślęży w prawdziwą ulewę. Ale nim do tej góry doszliśmy to wpierw zrobiło się jasno- nie, nie żaden cudowny, dający nadzieję i tak przeze mnie wyczekiwany wschód słońca- poprostu zaczęło szarzeć aż zrobił się dzień.


I okazało się że lepsza była noc, bo dzień ukazał w oddali cel naszej drogi-straszną, koszmarną górę. Od tego momentu to co wydawało się rzeczą oczywistą- no pewnie że EDK dokonczę , będzie cieżko a jakże, nogi będą bolec, spać będzie się chciało ale pokonam swoją słabość, kolejny raz przejdę dumnie całą ekstremalna drogę krzyżową, udawadniając sobie, że jestem kimś:-) -zaczęło się oddalać, patrząc na coraz bardziej zbliżającą się Ślęże zastanawiałam sie czy nie lepiej zostać w Sobotce , niech reszta zdobywa szczyt ja podziekuję za tę przyjemność.
Szukałam usprawiedliwień- nie bedę opóźniać przecież naszej grupy, beze mnie szybciej wejdą.Jest ślisko można złamać nogę, a mam tyle do zrobienia w najbliższym czasie itd. Czasami Pan Bóg był tak dobry, że okrywał naszą górkę mgłą lub chował ja za drzewami wtedy było trochę lepiej, nie przychodziły myśli o czekającej porażce- bo przecież wejście na górę na 14 stacje to miało być zwycięstwo. I wtedy było kolejne rozważanie, kolejne tak bardzo trafiające w sedno. Stacja XI Jezus przybity do krzyża. " Charakterystycznym momentem pokonania granicy samego siebie jest swoista bezbronność.Bo granica kontroli, panowania nad sytuacją została przekroczona.Na tym etapie z człowiekiem coś się dzieje, a on może się temu jedynie przyglądać. Zero poczucia bezpieczeństwa i niesamowite nowe horyzonty." I za chwilę stacja XII i takie słowa " Śmiertelne zmęczenie oznacza, że człowiek umiera. Stary człowiek. I rodzi sie nowy, na miarę wyzwania , które podjął. Bo miarą wielkości człowieka jest największe wyzwanie, którego sie podjął i wygrał."


Kimże bym była gdybym zadecydowała jakieś 10 km przed metą, że napewno nie dam rady więc rezygnuje, poddaje sie? Cóż byłabym tą Stryczkowa ( rozważania napisał ks. Jacek Stryczek) miernotą, nikim, bo nie podjełabym wyzwania. Więc od tej chwili me myśli przejmuje modlitwa: "W ręce Twoje oddaję ducha mego " i juz wiem, że podejmę się wyjścia na szczyt, czy wejdę to sie okaże. Ja nie mam siły sama ale z Bożą pomocą....Dalszą drogę zajęło takie bardzo głębokie rozmyślanie nad drogą krzyżowa Jezusa, co On mógł czuć, jak bardzo Go bolało, co mógł myśleć- ale tak po ludzku.Skupiłam się na Jezusie Człowieku. Ciekawa dla mnie też była myśl, że Jezus umarł owszem na górze, ale zmartwychwstał już nie na szczycie, więc zdobycie góry to nie koniec drogi, trzeba zejść (a gdy człowiek jest tak śmiertelnie zmęczony to perspektywa włażenia na górę by za chwil parę spowrotem, tą samą do tego drogą, schodzić wydaje się totalnym absurdem). Bez szczytu nie byłoby zwycięstwa, trzeba go zdobyć by zaraz iść spowrotem, powrócić do codzienności i szukać kolejnych szczytów do zdobycia.....

    na widok majaczącej z daleka gdzieś Ślęży chciałam rezygnować

Ostatecznie dotarłam na szczyt Ślęży, ci którzy tam byli wiedzą, że szlak czerwony nie jest aż tak wymagąjacy a sama góra, eh no górka właściwie 718m.npm to nie nie wiadomo co.... Ze szlaku owszem panuje z okolicznymi wzniesieniami nad okolicą, ale przecież na wyższe góry się wchodziło. No ale weszłam.Jak - aż wstyd pisać jakim tempem człapałam w górę... Biedny Jacek miał dodatkową udręką, czekając na mnie co parę metrów. Ogólnie my dochodziliśmy na szczyt a członkowie naszej grupy zdążyli na górze odpocząć i kolejno schodzić na dół. No niby zmęczenie i wogóle, poza tym tyle cudnych rzeczy mnie zatrzymywało, dając chwilę wytchnienia- to kwiatki wychylające się spod sterty suchych liści, to dzięcioł na drzewie, to szalenie interesujący głaz.... ale i tak sposób w jaki znalazłam się przy XIV stacji to moja porażka, która psuje smak zwycięstwa. Zwycięstwa, bo jednak zrobiłam co zrobić miałam. Pokonałam siebie, swoje leki i słabości a przede wszystkim podjełam wyzwanie i je dokończyłam.
A schodząc z tej mojej Golgoty, uświadomiłam sobie, że to wygrane wyzwanie pociąga za sobą kolejne... Bo EDK, to życie, które trzeba przeżyć ekstremalnie, czyli tak na całego, bez komformizmu, bez usprawiedliwień i szukania wygodniejszych, asekuracyjnych rozwiązań.I to jest dopiero wyzwanie.....
To było kolejne 4 moje przejście Ekstremalną Drogą Krzyżową - owszem zawsze było zmęczenie, zawsze człowiek ledwo co dochodził i czuł sie z tego taki dumny. Rok temu na trasie Kraków - Trzebinia zupełnie "nie umierałam" po drodze i szło mi sie tak grzesznie dobrze, wygodnie i wogóle. Dopiero w tym roku przeżyłam wszystko tak jak tego potrzebowałam, by było ekstremalnie, dopiero tym razem zrozumiałam co mogę a co nie zależy ode mnie. Dopiero teraz pokorą i pycha stoczyły we mnie zaciekłą walkę ... Dziś mogę powiedzieć, że bardziej wiem kim jestem, mogę podjąć kolejne wyzwania. Mogę....
Z zakończenia rozważań EDK: "Jezu niech wyzwania , które podejmuje pokazują mi ciągle nowe horyzonty. Niech «niemożliwe» staje się rzeczywistością. Niech się wydarzy we mnie «cud».
I oczywiście każdemu polecam EDK... i dziękuję wszystkim, którzy tworzyli naszą tegoroczną grupkę na tej drodze krzyżowej, bez Was nie wiem czy mogłabym napisać te moje przemyślenia....Dzięki

Tegoroczny wysiłek i zmęcznie  na  EDK ofiarowaliśmy przede wszystkim za Wasze intencje które przesyłacie nam na skrzynke intencji, za naszych przyjaciół z Kuby oraz w naszych własnych intencjach.
Była też intencja za naszą tegoroczną pielgrzymke o której napiszemy już niebawem

Łącznie z Wrocławia na Ślęże zrobiliśmy 52 km w 13 godzin, potem trzeba było jeszcze zejść więc razem było 56 km i 14 godzin marszu.

    ostatnie chwile były najtrudniejsze

    smak zwycięstwa

    zmęczeni ale szczęśliwi


czwartek, 19 marca 2015

Pieszo do Marzeń

Jest udało się , jesteśmy bardzo szczęśliwi bo kilka dni temu kupiliśmy w promocji bilety lotnicze do Afryki.
Dzieliśmy się naszą radością ze wszystkimi  czytelnikami bloga.
W tym roku pójdziemy pieszo do Kibeho , nazywane przez miejscową ludność Afrykańskim Lourdes.
Będziemy pielgrzymować pieszo z Ugandy, przez drogi i bezdroża Afryki modląc się o pokój i pojednanie w Rwandzie, Afryce i na całym świecie.
Chcemy też rozpropagować w Afryce idee Światowych Dni Młodzieży które w 2016 odbędą się w Krakowie.

Nasze modlitwy i prośby  chcemy zanieść  do Matki Boskiej w Kibeho.

Już teraz prosimy o modlitwę za przygotowania do pielgrzymki.

Marzenia ma każdy człowiek nie tylko My....
Ufamy iż nasza tegoroczna droga przyniesie nie tylko  obfite owoce duchowe ale też konkretną pomoc dla lokalnej społeczności.
Więcej informacji już niebawem na blogu.

Uczmy się  ufać jak dzieci








Dlaczego pielgrzymujemy

Ludzie często pytają nas dlaczego pielgrzymujemy, jaka jest idea, skąd mamy na to środki, czy ktoś nam za to płaci. Odpowiedzi na te pytania można  posłuchać w krótkim świadectwie które jest podsumowaniem naszej pielgrzymki do Gruzji.

Filmik dostaliśmy wczoraj i była to dla nas miła niespodzianka bo od pielgrzymki po Gruzji minęło już trochę czasu. Materiał  został nakręcony w czasie pieszej pielgrzymki do grobu św. Nino. Został on pokazany na spotkaniu z młodymi Gruzinami ,  na którym niestety nie mogliśmy być bo było to  już na po naszym dojściu do grobu św. Nino i wyjeździe z Gruzji.




















niedziela, 15 marca 2015

Zapraszamy do Bydgoszczy

W najbliższą niedziele 22 marca  widzimy się w Bydgoszczy na spotkaniu zorganizowanym przez Duszpasterstwo Akademickie działające przy Parafii p.w. CHRYSTUSA KRÓLA ul. LOTNIKÓW 1.
Zaczynamy o godzinie 18 30 Msza Św. a potem spotkanie. Opowiemy czym dla nas jest małżeństwo i pielgrzymowanie. Jak umiejętnie łączymy te dwie ważne sprawy w naszym życiu. Podzieliśmy się doświadczeniem z odbytych pieszych pielgrzymek, opowiemy też o pielgrzymowaniu przez Kubę
Serdecznie zapraszamy
Podziękowania należą się Justynie która nas do Bydgoszczy zaprosiła.




czwartek, 26 lutego 2015

Nowa Droga w Katowicach - pokaz filmu

Coraz więcej ludzi pielgrzymuje pieszo szlakami św. Jakuba. Większość z nich wędruje w Hiszpanii lub Portugalii. Tym  ruszymy  w drogę po szlakach św. Jakuba w Polsce, z Lublina do Zgorzelca.

Opowiem o projekcie Nowa Droga w którym brałem udział jako  opiekun osoby która prosto z zakładu karnego ruszyła szlakiem św. Jakuba do Zgorzelca.

Podczas prelekcji zostanie pokazany film dokumentalny w reżyserii Jana Borowca "Nowa Droga " który jest zapisem drogi jaką odbyłem w ramach projektu w 2013 roku.
Link do wydarzenia :

https://www.facebook.com/events/1580419565534773

Miejsce:Klub Podróżników - Namaste
Jana III Sobieskiego 27, 40-082 Katowice
Czas: 2 marcao godzinie 19:00




Celem projektu jest resocjalizacja młodych ludzi którzy prosto z zakładu karnego wyruszają na pielgrzymkę.

Cały projekt składa się z kilku części. Najpierw jest przygotowanie i praca psychologów z młodym więźniem. Potem wspomniana już wędrówka. Następny etap to spotkanie z doradcą zawodowym i badanie umiejętności zawodowych młodego człowieka. W ostatnim etapie podopieczny zostaję przyjęty na półroczny staż a następnie ma zagwarantowane przez rok zatrudnienie w wybranym przez siebie zawodzie. Jest to możliwe dzięki współpracy z urzędem pracy oraz licznymi pracodawcami, którzy okazują zaufanie  młodym ludziom po wyjściu z zakładu karnego, przełamując w ten sposób bariery związane z zatrudnianiem osób karanych.

Nowa Droga w Polsce wprowadzona niecałe dwa lata temu, jest  wzorowana na doświadczeniach francuskich. Prekursorem takiej metody resocjalizacji jest francuski podróżnik, pisarz Bernard Ollivier. W wieku 51 został dotknięty trudnym doświadczeniem- umiera mu żona, potem matka, on sam traci prace. Ratunkiem okazuje się piesza pielgrzymka do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela.
Już na emeryturze wyruszył w podróż swojego życia, przebył jedwabny szlak, w ciągu 3 lat przeszedł około 12 tyś km.  Bernard stwierdził, że dzięki samotnemu pielgrzymowaniu można przemyśleć i odkryć swoje życie na nowo.
Zauważył, że zmiana dokonała się też w ludziach, którzy czasem szli razem z nim przez jakiś czas - wystarczyła do tego droga i rozmowa. Wtedy postanowił pomagać młodym zagubionym ludziom, którzy popadli w konflikt z prawem i zostali odrzuceni przez społeczeństwo. Założył stowarzyszenie "Seuil" czyli próg, którego celem jest właśnie resocjalizacja takiej młodzieży poprzez drogę.
We Francji młodzi ludzie wędrują przez kilka miesięcy od  Pirenejów aż do Santiago de Compostella  i z powrotem.  Po kilkunastu latach realizacji tej idei, 8 na 10 młodych nie wraca do przestępstwa. W Polsce 7 na 10 więźniów popada w recydywę. Nowa Droga próbuje to zmienić.




























środa, 11 lutego 2015

Festiwal Włóczykij

Wszystkie drogi prowadzą do Gryfina. Zapraszamy na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży "Włóczykij". W niedziele 01 marca 2015 r.o godzinie 16 w Klubie Festiwalowym Włóczykija będziemy opowiadać o pieszej pielgrzymce do grobu św.. Nino w Gruzjii.
Więcej informacji w linku
 Festiwal Włóczykij








Życie zaczyna się po 60

Bernard Ollivier który odbył pielgrzymkę do grobu św. Jakuba napisał książkę "Życie zaczyna się po 60 ", nie sposób się z nim nie zgodzić.

                                   Ja i Bernard na spotkaniu poświęconym Nowej Drodze

Zaczęło się przypadkiem zostaliśmy zaproszeni do seniorów w małym klubie seniora Trzebinia - Wodna aby podzielić się świadectwem z pieszej pielgrzymki do Rzymu.
 Jednak Oni chcieli więcej na kolejnym spotkaniu  mówiliśmy prawie 2 godziny o pielgrzymowaniu do grobu św. Jakuba z Lizbony do Santiago jako przygotowaniu duchowym na ŚDM w Madrycie.

 Znowu nas zaskoczyli bo chcą jeszcze więcej, Kolejne spotkanie w marcu będzie o pielgrzymce na Kubie z Havany do El Cobre a potem opowiemy o pieszym przejściu przez Gruzje.
 Seniorzy są bardzo wymagającymi słuchaczami, z dużym bagażem doświadczeń życiowych i chętnie zdają pytania. Nie jedno w życiu przeszli i przeżyli, wydawało by się że nic już ich nie zaskoczy. Dla nas mieć spotkania z takimi ludźmi to bezcenne doświadczenie.



nawet plakat przygotowali ale ta grupa  pielgrzymów to ja i Darwina